Aníbal Freire: „Akordeon musiał najpierw pokonać Alpy, Pireneje i Serra da Estrela”


5.06.2026 r.
Autor: Mateusz Doniec
Wywiad przeprowadzili: Viktor Nedvyha, Mateusz Doniec
Tłumaczenie z języka włoskiego wykonane przy wsparciu narzędzi AI.

Materiał dostępny w trzech wersjach językowych


Aníbal Freire to wybitny portugalski akordeonista, pedagog i organizator życia muzycznego. Jest jednym z naocznych świadków procesu wprowadzania akordeonu do portugalskiego szkolnictwa wyższego, a zarazem osobą, która odegrała w tym procesie istotną rolę. Jako artysta i nauczyciel od wielu lat należy do najważniejszych postaci portugalskiej akordeonistyki.

Kształcił się m.in. pod kierunkiem Vitorino Matono, Elsbeth Moser oraz José Manuela Azkue. Wielokrotnie zasiadał w jury krajowych i międzynarodowych konkursów akordeonowych. Jest również powszechnie znany jako organizator Międzynarodowego Tygodnia Akordeonu w Alcobaça, którego kolejna edycja zakończyła się zaledwie kilka tygodni temu. To także założyciel i prezes Portugalskiego Stowarzyszenia Akordeonowego oraz Orquestra Típica e Coral de Alcobaça.

Jako wykonawca zdobył pierwsze nagrody m.in. w Accordion National Trophy, Accordion World Trophy (1972 i 1974), International Certame (1979) oraz wielu innych prestiżowych konkursach. W 1990 roku założył własną szkołę muzyczną Serenata w Alcobaça, a działalność pedagogiczną kontynuuje z powodzeniem do dziś. Jest związany z Uniwersytetem w Aveiro, a jego uczniowie od lat odnoszą sukcesy na najważniejszych krajowych i międzynarodowych konkursach akordeonowych.

Regularnie prowadzi kursy mistrzowskie w Portugalii i wielu krajach Europy. Właśnie przy okazji jednego z takich wydarzeń – CAM Accordion Festival – miałem okazję porozmawiać z prof. Aníbalem Freire o Międzynarodowym Konkursie Akordeonowym w Alcobaça, historii portugalskiej akordeonistyki oraz jego związkach z Polską.

Aníbal Freire podczas CAM Accordion Festival (fot. Luca Colantonio).

Jak ocenia Pan tegoroczną edycję Międzynarodowego Konkursu Akordeonowego w Alcobaça?

Konkurs w Alcobaça ma już 29-letnią tradycję. W rzeczywistości są to dwa wydarzenia – konkurs krajowy oraz międzynarodowy – które funkcjonują w ramach Międzynarodowego Tygodnia Akordeonu. Jestem bardzo zadowolony, ponieważ w tym roku odnotowaliśmy rekordową liczbę uczestników.

Również publiczność dopisała podczas koncertów, które stały na naprawdę wysokim poziomie artystycznym. Wszystko stworzyło pewną pozytywną całość – artyści byli usatysfakcjonowani nie tylko swoimi występami, ale także reakcjami publiczności. Odbyły się również bardzo wartościowe kursy mistrzowskie, a dużym zainteresowaniem cieszyła się joga dla muzyków prowadzona przez moją córkę, Dianę Freire.

Dla mnie, jako osoby, która zawsze stawia jakość na pierwszym miejscu, tegoroczna edycja była źródłem ogromnej satysfakcji. Mam nadzieję, że kolejna okaże się jeszcze lepsza, ponieważ zawsze należy dążyć do rozwoju i nieustannie próbować się doskonalić. Zawsze.

Młodzi laureaci tegorocznej edycji konkursu w Alcobaça (fot. sulinformacao.pt)

Polscy akordeoniści musieli przejść bardzo długą drogę, aby akordeon został uznany za pełnoprawny instrument akademicki. Czy doświadczenia portugalskich akordeonistów były podobne?

Tak, nie jest to łatwa historia. Jak wiadomo, akordeon wywodzi się z tradycji muzyki ludowej, również w Portugalii. Ciekawą cechą nas, Portugalczyków, jest to, że nowe idee i trendy docierają do nas zazwyczaj z pewnym opóźnieniem. Żartobliwie można powiedzieć, że zanim coś do nas dotrze, musi najpierw pokonać Alpy, potem Pireneje, a na końcu jeszcze Serra da Estrela.

Podobnie było z akordeonem. Przez długi czas funkcjonował on przede wszystkim w muzyce ludowej, natomiast środowisko akordeonistów klasycznych było niewielkie i dość odizolowane. W pewnym sensie stanowiliśmy samotną wyspę. Pamiętam, że byłem pierwszym akordeonistą w Portugalii grającym na instrumencie z konwerterem, co dobrze pokazuje, jak wczesny był to etap rozwoju klasycznej akordeonistyki w naszym kraju.

Jeśli chodzi o miejsce akordeonu w portugalskim systemie edukacji muzycznej, proces ten przebiegał bardzo powoli. W Hiszpanii akordeon pojawił się najpierw w konserwatorium w Barcelonie, a następnie w Madrycie. W Portugalii znacznie trudniej było przekonać dyrekcje i kadrę konserwatoriów do wprowadzenia tego instrumentu do programu nauczania.

Dlatego starałem się nieustannie promować akordeon. Grałem koncerty, prezentowałem możliwości instrumentu i próbowałem udowodnić, że jego naturalnym miejscem jest konserwatorium. Z czasem te działania przyniosły efekty. W kolejnych ośrodkach zaczęły powstawać klasy akordeonu, a dziś instrument ten obecny jest w konserwatoriach w całym kraju – od północy po południe Portugalii. Krok po kroku udało się osiągnąć ten cel.

Następnym etapem było wprowadzenie akordeonu na uniwersytety. Warto podkreślić, że duży wpływ na ten proces miał Międzynarodowy Tydzień Akordeonu. Sukces tego wydarzenia przyczynił się do wzrostu zainteresowania instrumentem i ułatwił jego wejście do szkolnictwa wyższego. Obecnie akordeon jest obecny na trzech portugalskich uniwersytetach.

Przez lata bardzo intensywnie angażowałem się w promocję akordeonu – zarówno w środowisku muzycznym, jak i wśród publiczności. Dużo koncertowałem i starałem się pokazywać możliwości tego instrumentu jak najszerszemu gronu odbiorców. Pamiętam czasy, gdy na koncerty przychodziło zaledwie osiem, dziewięć czy dziesięć osób. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Sale koncertowe są pełne, a na koncertach muzyki klasycznej publiczność liczy często trzysta lub czterysta osób. To pokazuje, jak ogromną drogę przebył akordeon w Portugalii.

Również początki festiwalu w Alcobaça były bardzo trudne. Podczas pierwszej edycji osobiście zajmowałem się jego promocją. Sam rozwieszałem plakaty w mieście, często późno w nocy – o północy, pierwszej czy drugiej nad ranem. Biegałem po Alcobaça niczym pirat z Karaibów, z pędzlem w jednej ręce, wiadrem kleju w drugiej i plakatami pod pachą. Odwiedzałem restauracje, sklepy i lokalne instytucje, prosząc o wsparcie oraz pomoc w promocji wydarzenia. Nigdy się nie poddawałem. Zawsze walczyłem o rozwój festiwalu i o miejsce akordeonu w życiu muzycznym naszego kraju.

Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Dzięki wsparciu sponsorów mamy znacznie większe możliwości organizacyjne. Możemy przygotowywać więcej koncertów, zapraszać większą liczbę artystów oraz organizować więcej kursów mistrzowskich. Festiwal stale się rozwija i z roku na rok staje się coraz większym i ważniejszym wydarzeniem.

Aníbal Freire podczas warsztatów CAM Accordion Festival (fot. Luca Colantonio)

Jednym z symboli portugalskiej tradycji muzycznej jest fado. Czy portugalscy akordeoniści klasyczni w swojej działalności artystycznej łączą elementy fado z muzyką akademicką? Czy dochodzi do przenikania się tych dwóch światów muzycznych?

Fado jest dla Portugalczyków tym, czym flamenco dla Hiszpanów, tarantella dla Włochów czy musette dla Francuzów. To muzyka narodowa Portugalii, wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Można nawet powiedzieć, że Portugalczyk, który nie śpiewa fado i nie wzrusza się podczas jego wykonywania lub słuchania, jest jak „prefabrykowany Portugalczyk” – pozbawiony ważnej części swojej tożsamości.

Fado jest niezwykle starą i głęboko zakorzenioną tradycją muzyczną. Nic więc dziwnego, że współcześnie bardzo często stanowi źródło inspiracji dla kompozytorów i muzyków związanych z konserwatoriami oraz uniwersytetami. Elementy tej tradycji coraz częściej przenikają do muzyki akademickiej, również tej tworzonej z myślą o akordeonie.

Ja sam skomponowałem utwór Homenagem ao Fado, który dedykowałem mojemu ojcu. Jest to mój osobisty hołd dla tej tradycji, będącej jednym z najważniejszych elementów portugalskiej kultury muzycznej.

Kiedy słyszy Pan słowo „Polska”, jakie obrazy, wspomnienia lub skojarzenia jako pierwsze przychodzą Panu do głowy?

Kiedy słyszę słowo „Polska”, widzę kraj bardzo odległy geograficznie od Portugalii i taki, z którym przez lata nie mieliśmy zbyt wielu kontaktów kulturowych. Jednocześnie mam jedno bardzo wyraźne wspomnienie związane z Polską.

Jakieś czterdzieści lat temu w lizbońskiej Fundação Calouste Gulbenkian, jednym z najważniejszych ośrodków kultury w Portugalii, wystąpiło polskie trio złożone z dwóch akordeonów i perkusji. Wykonywali muzykę współczesną. Pracowałem wówczas jako nauczyciel akordeonu w Lizbonie i wraz z kilkoma kolegami wybrałem się na ten koncert. Szczerze mówiąc, byłem chyba jedyną osobą z naszego grona, której ten występ naprawdę się spodobał. Powiem więcej – bardzo chętnie cofnąłbym się dziś w czasie, aby posłuchać go jeszcze raz. Była to muzyka całkowicie współczesna, pełna efektów ilustracyjnych. Pojawiały się dźwięki naśladujące wiatr, śpiew ptaków i różne odgłosy natury, a także bardzo wysokie rejestry brzmieniowe. I właśnie to wspomnienie wraca do mnie najczęściej, gdy ktoś wspomina Polskę. To pierwsze skojarzenie, które pojawia się w mojej pamięci.

Polskę kojarzę również z konkursem Trophée Mondial. Na przestrzeni lat uczestniczyło w nim wielu znakomitych polskich akordeonistów, którzy pozostawili po sobie bardzo dobre wspomnienia. Ogromną radość sprawił mi także udział Polaków w tegorocznej edycji konkursu w Alcobaça. Szczególnie zapadła mi w pamięć orkiestra akordeonowa z Poznania. Pomyślałem wtedy: „Jak to możliwe? Tyle kilometrów do pokonania – ze wschodniej części Europy do Lizbony, a później jeszcze do Alcobaça”. Byłem naprawdę bardzo szczęśliwy, widząc ich obecność. To zawsze daje ogromną satysfakcję, gdy muzycy z tak odległych krajów decydują się przyjechać do Portugalii i uczestniczyć w wydarzeniu, które przez lata wspólnie budowaliśmy. 

Kontaktów między Portugalią a Polską nie było zbyt wiele, ale zawsze darzyłem Polskę i Polaków ogromnym szacunkiem. Polska akordeonistyka od lat stoi na bardzo wysokim poziomie, a wasz kraj wydał wielu znakomitych akordeonistów. Dlatego z dużym uznaniem obserwuję rozwój polskiego środowiska akordeonowego i jego obecność na międzynarodowej scenie.

Aníbal Freire

Czy w Portugalii uczniowie i studenci akordeonu wykonują utwory polskich kompozytorów?

Muszę przyznać, że w Portugalii znajomość polskiej literatury akordeonowej nie jest zbyt duża. Polski repertuar stosunkowo rzadko pojawia się w programach nauczania i koncertach, czego szczerze żałuję, ponieważ miałem okazję poznać przynajmniej część tej twórczości i bardzo ją cenię.

Wiele znakomitych polskich utworów usłyszałem podczas konkursów Trophée Mondial. Szczególnie zapadły mi w pamięć kompozycje Bogdana Precza, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Uważam, że polska literatura akordeonowa zasługuje na znacznie większą obecność w Portugalii.

Myślę, że jest to obszar, nad którym powinniśmy wspólnie pracować. Zarówno Polacy, jak i Portugalczycy mogliby lepiej poznać swoje środowiska muzyczne oraz dorobek kompozytorski swoich krajów. Kontakty między Polską a Portugalią nie są szczególnie intensywne, ale wierzę, że dzięki takim inicjatywom jak udział polskich akordeonistów w festiwalu w Alcobaça sytuacja będzie stopniowo się zmieniać. Jestem przekonany, że w przyszłości nasze środowiska będą współpracować jeszcze bliżej.

Po finałowym wręczeniu dyplomów CAM Accordion Festival. Od lewej: Igor Krizman, Geir Draugsvoll, Angelo Pignatelli oraz Aníbal Freire (fot. Luca Colantonio).

Źródło: https://www.pigini.com/artisti/anibal-freire/ [dostęp: 5.06.2026]


Komentarze

Jedna odpowiedź na “Aníbal Freire: „Akordeon musiał najpierw pokonać Alpy, Pireneje i Serra da Estrela””

  1. Elżbieta Rosińska

    Trio z Polski, o którym wspomina Anibal Freire tworzyli akordeoniści Jerzy Łukasiewicz i Wiesław Strombek oraz perkusista Hubert Rutkowski – Trio Warszawskie. Do Portugalii wybrali się Fiatem 126 z przyczepką na instrumenty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *