15.07.2025
Autor: Mateusz Doniec

Artykuł został opublikowany w ramach programu KPO dla Kultury, finansowanego z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO), realizowanego przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca.
Są takie postaci, które w historii polskiego internetu muzycznego pojawiają się pozornie cicho, niemal z boku, a jednak z czasem okazuje się, że odcisnęły ogromny ślad. Dla wielu forumowiczów, zwłaszcza tych aktywnych na dawnych forach akordeonowych, Włodzimierz Królikowski był jedną z takich osób. Kto raz trafił na jego wpisy o zasadach muzyki albo na jego nutowe opracowania, ten pamięta charakterystyczny ton – rzeczowy, życzliwy, precyzyjny i podszyty wieloletnim doświadczeniem belfra.

Dla mnie osobiście historia ta zaczęła się, gdy prowadziłem Polski Portal Akordeonowy. Pan Włodzimierz bardzo szybko odnalazł się w naszej społeczności – pisał dużo, chętnie dzielił się wiedzą, odpowiadał na pytania, czasem nawet zanim zdążyły one paść. Miał ogromną ochotę współpracować i nie ukrywam, że od początku widziałem w nim kogoś wyjątkowego. W 2012 roku zaprosiłem go do wywiadu. Chciałem, aby czytelnicy poznali człowieka stojącego za mnóstwem internetowych „kantyczek”, za nienaganną logiką muzyczną i za niezwykłą kulturą słowa. Niestety życie ułożyło się tak, że wywiad nie ujrzał światła dziennego.
W 2016 roku dotarła do mnie wiadomość o śmierci Włodzimierza Królikowskiego. Bardzo mnie to poruszyło. Wiedziałem, że odszedł człowiek nietuzinkowy – inżynier, muzyk, pedagog, forumowy belfer, człowiek, który potrafił z prostoty codzienności wydobyć sens i piękno.
Dziś, po ponad dekadzie, wracam do tamtej rozmowy i do jego zapisków. Chcę, żeby istniało jedno miejsce, w którym jego historia zostanie opowiedziana od początku do końca – jako rodzaj hołdu dla wszystkich, których nauczył, zainspirował i którym pomagał swoją wiedzą i cierpliwością.
Korzenie muzyczne
Włodzimierz Królikowski urodził się 31 maja 1938 roku. Dorastał w muzykalnej rodzinie. Mama podśpiewywała, tata – samouk – grywał na 120–basowym akordeonie. Dwaj wujkowie grywali na weselach: Tomek na klarnecie B, Franek na skrzypcach. Ten drugi był przez pewien czas jego korepetytorem, co wspominał z humorem – „gnębił mnie okropnie”, mówił, wracając pamięcią do długich ćwiczeń.
W domu więc muzyka była czymś naturalnym. Nic dziwnego, że gdy trafił do szkoły muzycznej, od razu ujawnił wyjątkowy słuch. Nauczycielka solfeżu powtarzała, że ma „trzecie ucho w szkole”.
Fortepian lubił. Skrzypce – już nie. Bolały go dłonie, ramiona mdlały od wysiłku, opuszki puchły od strun. „Jednym słowem udręka” – pisał. Ale muzyka jako taka fascynowała go bez przerwy.
W tych samych korytarzach szkolnych mijali się późniejsi znani muzycy – m.in. Zbigniew Namysłowski czy Tomek Śpiewak. To było środowisko, w którym talent nie był niczym wyjątkowym – był raczej punktem wyjścia.

Między techniką a muzyką
Druga część jego życia potoczyła się ścieżką techniczną. Wybrał Technikum Mechaniczne, a potem Politechnikę – wybór, który automatycznie przerwał jego naukę muzyki. Wspominał to bez rozgoryczenia, raczej z trzeźwą oceną realiów. Pogodzić tych dwóch szkół się nie dało, więc wybrał technikę.
Z czasem zrobił doktorat, został asystentem, adiunktem, a ostatecznie – po świadomej rezygnacji z habilitacji – starszym wykładowcą. Na uczelni przepracował 42 lata. Mówił o sobie z humorem, że bywał „najlepszym muzykiem wśród inżynierów i najlepszym inżynierem wśród muzyków”.

Finansowo jednak nauka nie dawała mu stabilności. Młody naukowiec zarabiał o połowę mniej niż początkujący inżynier w przemyśle, więc dorabiał „klezmerką” – graniem na weselach, zabawach, w lokalach, na potańcówkach. W najlepszym roku dorobił 74 procent swojej pensji uczelnianej. Zdarzało się więc, że to właśnie muzyka ratowała budżet.


Zespoły, zabawy i świat sprzed 1968 roku
W swoich opowieściach wracał najczęściej do dwóch zespołów. Pierwszy – Quintet Teddy – prowadził z fortepianu. Improwizowali, aranżowali, grali instrumentalnie. Drugi, już bez nazwy, był mniejszy, bardziej kameralny. Oba miały w sobie energię młodości.

Wspominał ten czas z nostalgią – setki krakowskich lokali, szkoły, zakłady pracy, wesela. Muzyka żywa, ludzie tańczący do walców, bostonów, swingów. Wszystko skończyło się w roku 1968, kiedy z niewiadomych przyczyn szkoły i zakłady przestały organizować zabawy. „Jak nożem uciął” – pisał. A potem przyszła muzyka mechaniczna, grająca coraz głośniej. Włodzimierz, konserwatysta z natury, nigdy się z nią nie oswoił.
Do 1974 roku wystąpił jeszcze tylko sześć razy.
Powrót do instrumentu
W 1992 roku, gdy zamieszkał w domu swojej drugiej żony, znalazł pianino. To wystarczyło, by po latach wróciły dawne odruchy. „W głowie zostało dużo, w palcach prawie nic” – wspominał. Ale wrócił do grania, choć głównie do akompaniowania. Nie ćwiczył przez lata, więc gra solowa stała się dla niego trudniejsza. Za to w wolnych tempach i w improwizacji wciąż czuł się swobodnie.


Kantyczki, segregatory i internetowa belferka
Od końca lat 90. znów zaczął tworzyć „kantyczki” – jego określenie na małe partytury z melodią i symbolami akordów. Dwadzieścia lat wcześniej miał ich 500–600, ale ponad połowę stracił. Zaczął więc odtwarzać je z pamięci i z radia.
Z czasem powstała ogromna kolekcja – od 1250 do 1700 plików, posegregowanych w 18 segregatorach: jazz, tańce, Gershwin, klasyka, arie, Chopin, kolędy.
W końcu przeniósł się do internetu – pisał nuty w programie Mozart4, zakładał strony, udzielał się na forach. Jego profil „Klezmer” czy konto na Chomikuj.pl stały się archiwami, z których korzystali zarówno początkujący, jak i doświadczeni muzycy.
Najważniejsze jednak było to, że na forach zawsze odpowiadał jak nauczyciel. Kulturalnie, cierpliwie, nie wywyższając się. Pisał, że „coś z belfra jeszcze mu zostało”. I forumowicze to doceniali. W komentarzach powtarzały się słowa: szacunek, wdzięczność, radość ze wspólnego miejsca.

Życie na emeryturze i rytm zwykłych dni
Po przejściu na emeryturę 1 października 2003 roku pojawiło się pytanie – co dalej. Wtedy właśnie wróciły kantyczki, a później pojawił się Klub Emerytów, gdzie raz w tygodniu akompaniował do chóralnego śpiewu.

Chciał, aby jego nuty nie były tylko zapisem przeszłości, ale także mostem dla młodych. Pisał wprost, że pragnie pokazać im „czego ich ojcowie, dziadkowie i pradziadkowie słuchali i przy jakiej muzyce tańczyli”. Nie zamykał się na nowe, po prostu kochał stare.
Ostatnie lata i śmierć
Włodzimierz Królikowski zmarł 28 sierpnia 2016 roku. Miał 78 lat. Do końca życia był aktywny w sieci, pisał, poprawiał, pomagał forumowiczom, udostępniał swoje zbiory. Zmarł człowiek, którego większość znała tylko przez ekran, a jednak dla wielu jego obecność była realna i ważna.
Dlaczego warto pamiętać
Włodzimierz Królikowski nie był celebrytą, nie był koncertującym wirtuozem, nie pisały o nim gazety. A jednak w środowisku akordeonowym i wśród amatorów muzyki był kimś ważnym. Jego wkład – te setki nut, odpowiedzi, porad i komentarzy – zbudował coś, co w sieci nie ginie. Wiele osób nauczyło się czegoś dzięki niemu. Wielu poczuło, że mają kogo zapytać, do kogo się zwrócić.
To wspomnienie powstało po to, żeby tę historię zebrać. Żeby nie znikła porozrzucana po starych forach, dyskach, archiwach. Żeby można było wracać do niej jednym kliknięciem, tak jak kiedyś wracało się do jego odpowiedzi, pełnych spokoju i życzliwości.
Epilog
Gdy dziś patrzę na jego życiorys, widzę człowieka, który łączył dwa światy – techniczny i muzyczny – z taką naturalnością, jakby one wcale się nie wykluczały. Widzę chłopca ćwiczącego solfeż, młodego pianistę grającego po nocach na prywatkach, wykładowcę, który dla studentów i forumowiczów miał zawsze cierpliwość, emeryta akompaniującego w klubie seniora, archiwistę własnej muzycznej pamięci.
Widzę człowieka, który przez całe życie szukał ładnej melodii i ciekawej harmonii – nie tylko w muzyce, ale chyba też w świecie.
To wspomnienie jest dla niego. I dla tych, którzy dzięki Włodzimierzowi Królikowskiemu nauczyli się choć jednego akordu więcej.
Źródłem informacji i fotografii była moja prywatna korespondencja z Włodzimierzem Królikowskim oraz materiały opublikowane na forum.akordeonowe.pl (wątek „Witam serdecznie wszystkich forumowiczów”: https://forum.akordeonowe.pl/powitania/witam-serdecznie-wszystkich-forumowiczow).

Dodaj komentarz