Rola kompleksowej rehabilitacji i spojrzenia holistycznego na problem muzyków oraz podkreślenie roli nowoczesnego masażu w profilaktyce chorób układu ruchu u akordeonistów
23.11.2010
Autor: Piotr Kostrzębski

Artykuł został opublikowany w ramach programu KPO dla Kultury, finansowanego z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO), realizowanego przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca.
Wstęp
„Muzyka jest jak kobieta : stworzona po to, by jej słuchano i zachwycano się jej pięknem.”
Sebastian Post
Jak to podkreśla Sebastian Post – muzyka jest pięknem samym w sobie, staje się kwintesencją wszystkich uczuć, językiem międzynarodowym oraz cudem wszelkich bóstw. Ilekroć wsłuchujemy się w dźwięki jakie wydobywają się z fortepianu podczas konkursów Chopinowskich, czy też pięknej melodii w filharmonii mało kiedy zastanawiamy się, jak to piękno musi być bardzo obarczone bólem, dyskomfortem a niekiedy i cierpieniem ze strony instrumentalisty. Niniejszy artykuł poświęcam w szczególności akordeonistom, którzy grają na tak bliskiemu mojemu sercu instrumencie.
Chciałbym aby niniejsza rozprawa, na temat zdrowia muzyków stała się swoistym poradnikiem, jak funkcjonować, żyć by muzyka była pięknem do końca dni nie tylko słuchacza ale również i muzyka.
„Starość jest okresem, gdy kończą się obowiązki, gdy kończą się rozterki miłosne i światopoglądowe, gdy kończy się walka i można w spokoju konsumować przyzwoicie przebyte życie. I można tak jak za młodu cieszyć się wiosną, słońcem, zapachem kwitnącego bzu i muzyką, i widokiem tych, których się kocha.”
Nadzieja Durecka
Najczęstsze pytania i obawy
„Sztuka jest po to, by niepokoić. Wiedza umacnia.”
Georges Braque
Większość muzyków, grających na akordeonie zadaje takowe pytania:
- Jak radzić sobie z usztywnianiem nadgarstka (względnie ścięgien
i poprzez to całego łokcia)? - Czy gra na akordeonie może w przyszłości doprowadzić do problemów
z kręgosłupem? - Jak sobie radzić z bólem łokcia podczas rozciągania miecha?
- Czy w przyszłości będę kaleką?
- Czy warto posyłać dzieci na naukę gry na akordeonie?
- Czy zespół cieśni nadgarstka to nieuchronność?
- Jak sobie pomóc w bólu?
- Czy siłownia szkodzi grze?
Jak widać po powyższym, tematyka zdrowotna muzyków jest ciągle na uboczu. Powyższe pytania nie są wzięte z przysłowiowego ,,kapelusza”, lecz są to autentyczne pytania zadawane przez akordeonistów, a co ważne- młodych akordeonistów. Można postawić tezę, że skoro akordeoniści ci zadają te pytania to albo spotkali się z muzykiem, który posiadał podobny problem, albo też sami posiadają powyższe objawy bólowe, czy też uczucie dyskomfortu.
Zanim odpowiem na powyższe pytania chciałbym poruszyć kwestię nauczania techniki gry na tym wspaniałym instrumencie. Większość, jak nie wszyscy początkujący nie cierpią nauki techniki gry – miechowania, palcowania itp.
W późniejszym okresie, kiedy to muzyk nabiera płynności i automatyzmu gry zdarza się, że zapomina o tym czego uczył się w przeszłości i stosuje własne wzorce.
Patrząc przez pryzmat biomechaniki stawów i co za tym idzie – naszego ciała skłonny jestem stwierdzić, że pozycje, które opisują szkoły akordeonowe ustawiają nasze stawy, o dziwo, w tzw. pozycjach spoczynkowych.
Co to jest pozycja spoczynkowa stawu?
Pozycja spoczynkowa dla stawu to taka, w której wszystkie tkanki otaczające staw, tj.: torebka stawowa, więzadła, ścięgna znajdują się w stanie maksymalnego rozluźnienia. Logicznie można dodać kolejny wniosek, że staw w tej pozycji jest odciążony i nie ulega przeciążeniom, czyli najmniej się niszczy.
Przypatrzmy się poniższemu rysunkowi zaczerpniętemu z książki W. Kulpowicza ,,Szkoła Gry Na Akordeonie”:

Spójrzmy jak ustawiona jest prawa kończyna górna akordeonisty. Zauważymy, że:
- Bark jest w pozycji odwiedzonej od tułowia mniej więcej o kącie ok. 50-60 stopni. Dodatkowo występuje zgięcie w tzw. płaszczyźnie poprzecznej, czyli przemieszczenie ramienia do środka ciała. Można zaobserwować kąt wielkością 20-35 stopni zgięcia w płaszczyźnie poprzecznej.
- Łokieć znajduje się w pozycji zgięcia, które ,,na oko” wynosi 70-80 stopni. Co ważniejsze możemy tutaj zauważyć, że w łokciu zachodzi delikatny ruch tzw. supinacji, czyli inaczej ,,nawrócenia ręki”. Stopień ten wynosi ok. 10 stopni.
- Nadgarstek jest wyprostowany i ułożony prostopadle względem linii klawiszy. Palce lekko zgięte.
Biomechanicznie oraz anatomiczne następuje tutaj niesamowity ,,przypadek”. Otóż we wszystkich książkach medycznych powyższe ustawienie stawów: barkowy, łokciowy oraz nadgarstkowy o podanych wartościach kątowych są ustawieniami pozycji spoczynkowej, a co za tym idzie – pozycjami, w których powyższe stawy są najmniej obciążane.
Zdaje się, jakby natura przygotowała prawą kończynę górną człowieka do gry na akordeonie.
Skąd zatem bóle łokcia, nadgarstka, jeżeli akordeonista utrzymuje pozycje spoczynkowe swoich stawów?
Z moich obserwacji akordeonistów, czy też z własnej autopsji, gdyż również jestem akordeonistą wynika, że nie bolą nas stawy tylko tkanki okołostawowe – torebki, wiązadła, mięśnie, ścięgna. Akordeonista podczas swojej gry – nie obciąża tak znacząco stawów kończyny górnej prawej. Bardziej obciąża mięśnie oraz ich końcowe przyczepy, czyli ścięgna. Szczególnie jest to widoczne, kiedy muzyk ćwiczy szybkość gry lub gdy dopiero zaczyna grać. Pojawia się wówczas uczucie sztywności, jakby mięśnie nie nadążały za chęcią szybkiej gry. Wielokrotnie muzycy mawiają – wiem, że muszę nacisnąć teraz klawisz a nie mogę, coś mnie blokuje.
Kolejna sprawa bólu, to tzw. błędne koło. Mimo, iż utrzymujemy kończynę w pozycji spoczynkowej i gramy, logicznie myśląc – nie obciążamy stawów. Jednak czynność powtarzana wielokrotnie, wiele godzin wręcz szkodzi a nie pomaga. Mięśnie z czasem tracą swoją szybkość, elastyczność i wówczas tkanki okołostawowe zaczynają się obkurczać. Tym samym u muzyków widać charakterystyczne ustawienie dłoni (z lekko zgiętymi palcami, mimo że nie grają w danej chwili). Z biegiem lat niestety w tych okolicach pojawiają się bóle już typowo stawowe. Jednak nie używałbym tego argumentu przeciwko grze na akordeonie, gdyż jeżeli miałbym stwierdzić, że z tego powodu nie warto grać, to równo znacznie mógłbym powiedzieć, że nie warto chodzić, gdyż my wszyscy na starość będziemy mieli chorobę zwyrodnieniową – ci co chodzili mało o dziwo większą niż ci co chodzili dużo.
Gorszą pozycję i funkcję przejmuje lewa kończyna górna. O ile pierwsze dwie części, tj. ustawienie barku i łokcia są zbliżone do wartości kątowych prawej kończyny, to nadgarstek jest ustawiony diametralnie inaczej. Nie znajduje się on w pozycji naturalnej – to jest w ustawieniu zerowym lecz ulega silnemu zgięciu nawet do kąta 30-45 stopni. Jest to wówczas tzw. pozycja zaryglowana, która oznacza największy kontakt powierzchni stawowych oraz największe napięcie tkanek. Tym samym ogranicza ruchomość danego stawu. Pamiętajmy, że lewa kończyna prócz funkcji gry basowej, posiada jeszcze jedne, dużo ważniejsze zadanie – prowadzenie miecha.
Korpus akordeonu waży ok. 5-8 kg z lewej strony. Dodatkowo, należy dodać objętość powietrza w miechu, co zwiększa siłę ciągu i kompresji, którą musi wywrzeć lewa kończyna. Akordeoniści niejednokrotnie popełniają jeden techniczny oraz anatomiczny błąd: prowadzą miech łokciem, a nie barkiem. By zaoszczędzić łokieć, który ustawia się podobnie, co łokieć prawy, należy w skrajnych ruchach miecha, więcej używać komponenty barku. Podczas, gdy gramy szybkie, wirtuozowskie melodie niejednokrotnie ciągniemy miech szeroko. Przy tych ustawieniach łokieć przechodzi ze zgięcia do wyprostu oraz z nawrotu (supinacji) do odwrotu (pronacji). Jest to pozycja szczególnie niebezpieczna dla stawu łokciowego.
Zauważcie Państwo, że w szkołach muzycznych wiele razy powtarzane jest, by prowadzić miech nie ,,prawo-lewo” tylko, aby zmniejszyć konieczność używania siły, stosuje się technikę: prowadź miech ,,góra-dół”. Podczas ciągnięcia miecha dociska się jego dolny koniec tak, by góra samoistnie się otwierała pod wpływem siły ciężkości. Zadaniem ręki jest wówczas jedynie kontrola szybkości opadania miecha. Gdy natomiast dochodzi do zamykania naciska się wówczas na górną część korpusu, doprowadzając do tego, iż miech zaczyna się domykać sam, a nasza rola to nic innego jak kontrola szybkości jego domknięcia.
Lewa strona akordeonisty jest bardziej obciążana, gdyż samo ustawienie pasów wymusza przejęcie większego ciężaru przez lewy bark.
Jak radzić sobie z usztywnianiem nadgarstka (względnie ścięgien i poprzez to całego łokcia)?
„Ból i radość leżą razem w jednej łupinie – ich mieszanina jest ludzkim losem.”
Johann Gottfried Seume
Przyznam, że powyższe pytanie mnie szczególnie zainteresowało. Medycyna, szczególnie ta NFZ-towska serwuje masę zabiegów i rad, które dotyczą leczenia objawu – samego bólu, a nie skupiają się na leczeniu przyczyny. Wielu z Was pomyśli – no przyczyną jest gra, to mam przestać grać?
Nasze ciało wbrew opiniom ,,starej medycyny” nie działa na zasadzie: ruszam palcami, to ruszają tym tylko mięśnie palców. Dzisiejsza, nowoczesna wiedza ukazuje nam fakt, iż mięśnie nie działają nigdy SAME lecz funkcjonują w tzw. taśmach mięśniowych. Na ten przykład spójrzmy jeszcze raz na akordeonistę, który gra i przypatrzmy się ruchom lewej ręki. Teoretycznie wydaje się, że używa mięśni odwodzących ramię oraz przywodzących. Nic bardziej mylnego. Aby ruch prowadzenia miecha był możliwy muszą zostać zaangażowane mięśnie stabilizujące obręcz barkową, w szczególności mięśnie wchodzące w skład tzw. stożka rotatorów (m. obły mniejszy, m. podgrzebieniowy, m. nadgrzebieniowy, m. podłopatkowy) oraz większe mięśnie: najszerszy grzbietu, prostownik grzbietu, czworoboczny – zwany kapturowym) oraz co dziwne: mięśnie piersiowe, pośladkowe strony przeciwnej, mięśnie szyi oraz mięśnie uda. Widzimy tutaj swoisty łańcuch mięśniowy, który działa przy tym pozornie ,,banalnym ruchu”. Nasz układ mięśniowy stara się wybierać mięśnie, które są najbardziej potrzebne do wykonania danego ruchu sprawiając, że rzeczywiście ich aktywność jest największa, ale inne mięśnie wspomagają tę czynność. Jest tzw. praca synergistyczna oraz auksotoniczna mięśni. Jeżeli ruch jest prowadzony źle lub też za często dochodzi do złej aktywacji określonych grup mięśniowych. Dzieje się tak, np. po przeciążeniu np. mięśnia czworobocznego
(kapturowego) jego części górnej. Wówczas pierwszym objawem bólowym jest niemożność utrzymania akordeonu na krótszym pasku, który jakby ,,wżynał” się w mięsień. Muzyk oczywiście posiada swoją wielką ambicję i próbuje grać dalej używając do stabilizacji zupełnie innych mięśni – np. naramienny, nadgrzebieniowy itp. Zwie się to kompensacją, czyli zastępowaniem. Jest to objaw negatywny i prowadzi do szybszego zużycia stawów.
By odpowiedzieć na pytanie – jak sobie radzić z usztywnieniem nadgarstka oraz łokcia, należałoby znaleźć pierwotną przyczynę. Statystycznie jeżeli pierwszy raz występuje objaw usztywnienia pomocna będzie ciepła kąpiel lub tzw. hydromasaż przy użyciu letniej wody oraz słuchawki od prysznica na okolicę usztywnienia. Oczywiście tej porady nie można ,,uogólniać” gdyż przyczyn może być bardzo wiele. Osobiście polecam wizytę u masażysty, który UWAGA – nie wymasuje bezpośrednio od razu nadgarstka lecz całe przedramię. Mięśnie zginające, czy też prostujące nasze palce nie znajdują się bezpośrednio w dłoni, lecz są to mięśnie przedramienia (m. dłoniowy długi, m. zginacz łokciowy nadgarstka, m. zginacz promieniowy nadgarstka, m. zginacz palców powierzchowny i głęboki). To długie pasma mięśniowe, które w okolicy nadgarstka rozdzielają się na ścięgna. Głównie przeciążenie tych mięśni
w okolicach ich przyczepów, czyli w okolicy łokcia oraz nadgarstka dają objawy sztywności czy też bólu. Masaż przedramienia, później masaż nadgarstka i dłoni oraz objęcie masażem barku wraz z kręgosłupem zazwyczaj przynosi ulgę. Bywa jednak tak, że przyczyną mogą być tzw. entezopatie. Są to choroby, które powodują zapalenie przyczepu mięśniowego. Klasycznym przykładem entezopatii jest tzw. łokieć tenisisty czy też łokieć golfisty. Akordeoniści bardzo często posiadają tego typu przypadłość. Jest to ból okolicy boku łokcia (łokieć tenisisty) lub też okolicy przyśrodkowej (łokieć golfisty). Wówczas, prócz leczenia masażem należy włączyć farmakoterapię, która zlikwiduje stan zapalny. Osobiście polecam po każdej grze, treningu wymoczyć dłoń w letniej wodzie ruszając palcami oraz lekki stretching (rozciąganie) mięśni przedramienia oraz nadgarstka. Jednak by móc prawidłowo wykonać takowe rozciąganie, należy zostać poinstruowanym przez fizjoterapeutę, lekarza czy też masażystę. Postępowanie takie jest w stanie zachować prawidłową długość mięśni oraz elastyczność ścięgien, a co za tym idzie – zapobiegać przed kontuzjami i uszkodzeniami tkanek miękkich.
Czy gra na akordeonie może w przyszłości doprowadzić do problemów
z kręgosłupem? Czy zostanę kaleką? Czy warto posyłać dzieci na naukę gry na akordeonie?
„Że wszystko mija, wiadomo już w młodości, lecz jak szybko wszystko mija, doświadcza się dopiero na starość.”
Marie von Ebner-Eschenbach
Czy gra na akordeonie degraduje układ ruchu? Odpowiedź jest jednoznaczna – tak, gdyż starość i zużycie materiału jest nieuchronne. Najlepszym sposobem na to, aby mieć święty spokój z narządem ruchu, wszelkimi bólami jest całodobowe spędzanie czasu w basenie i chodzenie w powietrzu plus dobra dieta, co jest oczywiście NIEMOŻLIWE we współczesnym świecie. Aby na starość jakoś funkcjonować, należy zadbać o układ ruchu i całe ciało już za lat młodości. Odradzanie muzykowi gry jest totalną pomyłką, należy muzyków uświadamiać, co może przynieść jego gra, jakie są następstwa tego zawodu – czyli choroby zawodowe oraz jak temu zapobiegać.
Nikogo nie dziwi, że kadra sportowców posiada lekarza, masażystę, fizjoterapeutę. Dlaczego zatem muzyk nie jest obejmowany taką samą opieką, przecież to jego zawód a dłonie to źródło utrzymania rodziny oraz satysfakcji
z samego siebie. Każdą chorobę a raczej jej przebieg możemy porównać do sinusoidy – posiada okres narastania dolegliwości, szczyt czyli bardzo nieprzyjemne odczucia bólowe i na końcu okres opadania – odstępowania dolegliwości. Jeżeli wchodzimy z leczeniem w tym środkowym okresie, to dla narządu ruchu jest już za późno. Mimo, że zmniejszymy dolegliwości bólowe choroba zostawi jakiś ślad, który wcześniej, czy później da o sobie znać. Kiedy zatem, należy leczyć? Odpowiedź jest prosta – w okresie pierwszym. Zazwyczaj czujemy wówczas dyskomfort, jakąś dziwną sztywność, zwracamy uwagę na fakt, że stajemy się mniej wydajni. Co wówczas zazwyczaj robimy? Czekamy aż samo przejdzie i wówczas budzimy się z przysłowiową ,,ręką w nocniku” – boli nas nie do wytrzymania. Ból jest to według Światowej Organizacji Zdrowia nieprzyjemne doznanie emocjonalne oraz fizyczne. Ból jednak nie jest zjawiskiem NEGATYWNYM. On ,,mówi nam”, że coś w naszym ciele dzieje się niedobrego. Pierwszym objawem jest wspomniane przeze mnie odczucie dyskomfortu. Jeżeli wówczas wprowadzi się prawidłowe leczenie jest duża szansa na to, że nie dość że wyleczymy się, to dodatkowo zmiany degradacyjne w naszym narządzie ruchu nie nastąpią tak gwałtownie.
Ból kręgosłupa – zmora codzienności. Pozycja jaką przyjmuje akordeonista jest pozycją wymuszoną. Dodatkowo, mimo iż akordeon spoczywa korpusem na kolanie to ciężar ciągnie muzyka lekko do przodu. Takiej pozycji automatycznie próbuje się przeciwstawić nasz układ ortostatyczny. Zatem widzimy tutaj porównanie – gra na akordeonie to praca fizyczna dla całego ciała.
Nasz kręgosłup posiada kilka mechanizmów stabilizacyjnych, które go odciążają. Pierwszym z nich jest to tzw. wewnętrzny gorset mięśniowy mięśni krótkodźwigniowych. Są to mięśnie krótkie, które przyczepiają się do każdego kręgu i stabilizują kręgosłup. Mają tendencję do oddawania roli stabilizacyjnej mięśniom powierzchownym. W wyniku takiej sytuacji przeciążamy zewnętrzne mięśnie grzbietu. Kolejnym systemem stabilizacyjnym jest układ taśmy wewnętrznej przeponowej. Przepona, która leży od góry, mięsień prosty oraz poprzeczny brzucha, który leży z przodu, mięśnie dna miednicy (mięśnie Kegla) od dołu oraz mięsień prostownik grzbietu, który leży za kręgosłupem
w chwili swojego skurczu wytwarzają ciśnienie w jamie brzusznej, które dociska na kręgi lędźwiowe i wówczas kręgosłup ulega odciążeniu. Te mechanizmy jednak my tracimy z biegiem lat. Pojawia się tu jeden wniosek – chcesz nie mieć problemów z kręgosłupem grając na akordeonie ćwicz mięśnie grzbietu, przeponę, miednicę. Nie ma takiej pozycji dla naszych pleców, która nie obciąży kręgosłupa grając na akordeonie. Trzeba jasno stwierdzić, że gra na akordeonie obciąża mięśnie grzbietu i kręgosłup. Tylko poprawnie prowadzona gimnastyka naszego głównego, centralnego nośnika – kręgosłupa może zapowiedz degradacji całej tej kolumny.
Czy warto posyłać dzieci na naukę? Oczywiście, że tak! Osobiście wykorzystywałem parę razy akordeon jako narzędzie terapeutyczne. Prawidłowo dobierana pozycja gry, wielkość instrumentu to tylko niektóre z czynników zmniejszających ryzyko powstania tzw. wad postawy. O ile dziecko nie zostanie przypilnowane, zacznie się garbić jest to oznaka, że coś należy zmienić. Nie koniecznie zmiana musi dotyczyć samego ustawienia instrumentu. Bardzo często pomocne będzie wprowadzenie wówczas ćwiczeń wzmacniających mięśnie grzbietu, system stabilizacji głębokiej. Objaw garbienia się to nic innego, jak próba odciążenia mięśni, które dosłownie ,,krzyczą z bólu”. Mechanizmem obronnym wówczas staje się tzw. bierne siedzenie na więzadłach, które w późniejszym okresie skutkuje powstaniem np. pleców okrągłych.
Niestety, drodzy rodzice, im wcześniej dziecko nasze przejmuje nowe obowiązki tym bardziej, należy zadbać o jego rozwój psycho-ruchowy. Powiem więcej, najchętniej obarcza się winą rzeczy martwe oraz osoby trzecie. Jednak to rolą rodzica, opiekuna i wychowawcy jest zadbanie by rozwój fizyczny i umysłowy dziecka przebiegał prawidłowo. Jeżeli widzisz nieprawidłowość w siedzeniu, w grze swojej pociech – dziwne garbienie się, przechylanie nadmiernie na jedną stronę – nie zwlekaj, udaj się z nim do specjalisty.
Czy siłownia szkodzi grze?
„Strasznie niebezpieczna jest siła, której nie towarzyszy poczucie odpowiedzialności.”
Archibald Joseph Cronin
Powyższe pytanie, przyznam jest chyba najbardziej kontrowersyjne. Myślę, że cytat Josepha Cronina odzwierciedla chyba istotę rzeczy. Na siłowni, nie da się wyćwiczyć, gdyż nie jest to jej główną domeną, rozluźnienia mięśni dłoni, szybkości i biegłości palców. Niektórzy mawiają, że chodzą po to, aby wyćwiczyć sobie głównie lewą rękę do tego aby mieć siłę do gry techniką zwaną ,,tremolando”. Nic bardziej mylnego. Kiedyś ćwiczyło się mięśnie tylko i wyłącznie na kształt, czyli rzeźbę oraz ,,ilość”, czyli masę. Takie samo podejście funkcjonowało w starej szkole rehabilitacji a obecnie funkcjonuje jeszcze na osiedlowych siłowniach. Współczesna rehabilitacja mawia – nie liczy się masa mięśnia tak bardzo jak jego funkcja. Porównam to do przykładu Mariusza Pudzianowskiego. Co z tego, że posiada on ogromne mięśnie jak nie jest w stanie chwycić się za dłonie za swoimi plecami na skos? Jego masa jest wielka ale funkcjonalnie ciało oraz mięśnie są ułomne. Oczywiście nie należy uogólniać moich słów, gdyż muzyk anemiczny będzie miał jeszcze większe problemy z grą na akordeonie niż muzyk umięśniony.
Każdy mięsień posiada tzw. jednostkę motoryczną. Jest to połączenie komórki mięśniowej wraz z wiązką nerwu. Mięśnie precyzyjne posiadają ogromną ilość jednostek motorycznych, nawet kilkaset tysięcy. Natomiast mięśnie mało precyzyjne, np. mięśnie uda kilkaset. Jeżeli uczymy się grać na instrumencie, czujemy dziwną sztywność i niekiedy ból. Dzieje się tak dlatego, gdyż używamy za dużo mięśni i w złej funkcji. Nie kontrolujemy skurczu pewnych grup mięśniowych, nie potrafimy kontrolować synchronicznego załączania się segmentów ruchowych mięśnia. Tym samym mięsień ulega przedwczesnemu zmęczeniu. Pod wpływem treningu dochodzi do wyrównania siły skurczu, potrafimy synchronizować pracę mięśni, przez co nasza gra staje się bardziej ergonomiczna i płynniejsza. Zjawisko to zwie się automatyzacją mięśniowo-nerwową. Można powiedzieć, że liczba załączanych jednostek motorycznych do ruchów precyzyjnych staje się coraz większa. Podczas treningu siłowego ruchy precyzyjne zostają wyłączone, gdyż głównie trenujemy mięśnie, które same w sobie posiadają mniej jednostek motorycznych. Pojawia się wówczas zmęczenie układu ruchu oraz niekiedy tzw. drżenia mięśniowe. Stan taki nie pomaga w grze a dodatkowo sprzyja szybszemu zużyciu się stawów. Nie należy jednak kategorycznie przekreślać siłowni. Istnieje masa stabilizatorów, rękawic, które zabezpieczają dłonie przed przeciążeniem. To jest jak najbardziej wskazane w trakcie treningu siłowego muzyka, jednak pamiętajmy – nadmiernie prowadzony taki trening nie przyniesie dobrych skutków ,,muzycznych”. Innymi słowy – drwal nie zagra dobrze na fortepianie. Musicie pamiętać, że o ile korzystacie z siłowni, trzeba umiejętnie przeprowadzić rozgrzewkę i obowiązkowo przeprowadzić po treningu stretching mięśni.
Rola nowoczesnego masażu oraz spojrzenia holistycznego na problem muzyków grających na akordeonie.
„Nie okazuje się swej wielkości, gdy się jest na jednym krańcu, lecz gdy się dotyka obu krańców naraz i wypełnia odległość między nimi.”
Blaise Pascal
Współczesny tryb życia, praca, stres to tylko niektóre czynniki, które sprzyjają złemu samopoczuciu. Wysoki poziom stresu sprzyja wzmożonemu napięciu mięśniowemu, długa praca w jednakowej pozycji, z kolei sprzyja przeciążeniu mięśni oraz kręgosłupa. Ból, jak definiuje Międzynarodowe Towarzystwo Badania Bólu to nieprzyjemne doznanie zmysłowe i emocjonalne. Człowiek obolały staje się mniej wydajny w pracy oraz życiu prywatnym. Tabletki przeciwbólowe to jedynie środki, które tłumią przyczynę powstania bólu i nijak nie zabezpieczają organizmu przed jego nawrotem.
Masaż to zespól rękoczynów, które mają za zadanie przede wszystkim rozluźnienie napiętych mięśni, dostarczenie energii cieplnej do tkanek a tym samym poprawę samopoczucia. Profesjonalnie wykonany masaż to również diagnoza przyczyn powstawania bólu i pomoc w ich zwalczaniu.
Każdy z Państwa z pewnością odczuwał uczucie sztywności karku, kłujący, tępy, ciągnący ból w dole pleców. Przeciętny człowiek sięga wówczas po tabletki przeciwbólowe. Porównajcie Państwo taką sytuację do włożenia palca między futrynę a drzwi. Gdy zatrzaśniemy drzwi poczujemy niesamowity ból. Czy wówczas można wziąć środki przeciwbólowe? Można i uśmierzą ból ale czy zlikwidują jego przyczynę? Czyż nie prościej i zdrowiej jest otworzyć te przysłowiowe ,,drzwi”?
Holistyczne, czyli całościowe, uwzględniające człowieka jako byt bio-psycho-fizyczny spojrzenie i traktowanie pacjenta pozwala masażyście/rehabilitantowi szybciej i dokładniej wykrywać toczące się zmiany chorobowe i odpowiednio wcześnie wkraczać z pomocą w ich niwelowaniu.
Nowoczesne podejście do masażu, to jakby powrót do przeszłości, czyli zalążków masażu za czasów dawnych, historycznych.
Rodzi się tutaj pytanie – po co i kiedy masować akordeonistę?
Zacznijmy od wyjaśnienia pojęcia jakim jest masaż relaksacyjny:
Żyjąc w codziennym stresie z pewnością niejeden człowiek szuka uspokojenia
i odprężenia dla ciała i duszy. Medycyna naturalna zna doskonały sposób na wewnętrzne wyciszenie – jest nim masaż relaksacyjny. Powszechnie jest błędnie kojarzony z masażem erotycznym. Głównym celem masażu relaksacyjnego jest zmniejszenie lub zniesienie napięcia mięśniowego, które powstało na skutek stresu, wysiłku. Masaż ten bazuje na chwytach oraz technikach, które wpływają kojąco na organizm. Zauważmy, że kiedy matka kładzie na swych kolanach dziecko i wykonuje spokojne ruchy głaskania główki malucha, dziecko z czasem usypia, oddech się normalizuje. Podobnie jest w masażu relaksacyjnym: masażysta wykonuje ruchy spokojne, rytmiczne i powinien je odnosić do oddechu pacjenta. Można wysnuć wniosek, iż masaż relaksacyjny to nie same ruchy głaskania, delikatnej wibracji, masaż relaksacyjny to również odpowiednie ułożenie pacjenta, rozmowa z nim. Wykorzystuje się do tego aromaterapię – zapachowe świece, oliwki itp. Warto wspomnieć, że masaż jest techniką interdyscyplinarną, tzn. wiąże się z wieloma dziedzinami nauki i życia oraz odwołuje się do nich. Masażysta powinien wykazać się znajomością nie tylko anatomii i psychologii. By wykonać efektywnie masaż relaksacyjny, masażysta musi wykazać się też znajomością filozofii oraz logiki. Często wykorzystuje się również element dźwięku – muzykoterapię. Wywołuje ona ekspresję różnego rodzaju emocji – złości, gniewu, radości, smutku. Można zaobserwować u masowanych płacz, wzmożone pocenie. Tego typu reakcje są jak najbardziej normalne i masażysta powinien być na nie przygotowany i powinien dopasować wówczas techniki, chwyty, rozmowę z pacjentem adekwatnie do sytuacji.
Masaż relaksacyjny może być wykorzystywany jako profilaktyka stresu, nauka prawidłowego oddechu oraz relaksacji. Z psychologii wiemy, iż warunkiem dobrego relaksu jest integracja ciała i umysłu. Innymi słowy jeżeli mamy dziurawą butelkę to zakrycie nieszczelności kartką papieru jedynie na chwilę zatamuje wyciek. Aby zapobiec dalszemu wylewaniu się cieczy z wnętrza, należy uszczelnić butelkę np. plasteliną itp. Podobnie jest z ludzkim ciałem – oddziałując tylko na ciało – relaksując mięśnie, zapominając o duszy, spowodujemy jedynie chwilowe odprężenie. Jeżeli natomiast połączymy ciało
z duchem wówczas osiągniemy długotrwały efekt.
Prócz wspomnianego wyżej masażu relaksacyjnego, który znacząco podwyższa wydajność całego organizmu warto wspomnieć o tzw. masażu tkanek miękkich, zwanym masażem powięziowym. Nasze mięśnie otoczone są specjalną tkanką zwaną powięzią. Gdybyśmy mięsień porównali do cukierka zawiniętego w papierek, to cukierkiem jest mięsień a papierkiem powięź. Kształt naszego ciała, kształt mięśni zależy od stanu napięcia owej powięzi. Miedzy tą tkanką a mięśniem jest płyn, który daje ślizg między powięzią a mięśniem, gdy mięsień kurczy się. Jeżeli znajdujemy się w stanie bezruchu lub też nadmiernie przeciążamy mięśnie – co u muzyków grających na akordeonie jest częste – ruch powięzi względem mięśnia ulega ograniczeniu i mięsień zaczyna się przyklejać do otaczającej go tkanki. Zlepy mięśniowo powięziowe są utrapieniem dla każdego, powodują uczucie spinania, podczas dotyku uczucie pieczenia lub niekiedy szczypania. Zmniejsza to ruchy mięśni, które tym samym stają się mniej wydajne. Dodatkowo włókna kolagenowe ulegają poplątaniu i tworzą się tzw. tigger ponts – punkty spustowe mięśnia, czyli punkty zwiększonej wrażliwości uciskowej, które pod wpływem nawet delikatnego ucisku wywołują dolegliwości bólowe, które pacjent określa jako ból piekący, pulsacyjny
i wędrujący.
Od masażysty, który specjalizuje się w technikach powięziowych wymaga się gruntownej znajomości topografii i anatomii mięśni, gdyż jedynie takowa wiedza przy użyciu odpowiednich technik da oczekiwany efekt – rozluźnienie powięzi. Kiedyś uważano, że zwykłym masażem klasycznym można rozluźnić mięsień. Zgodzę się, jednak zwykły masaż klasyczny, który bazuje na technikach relaksacji mięśni nie skupia się na tkance, która ten mięsień otacza. Często bywa tak, że po wykonaniu masażu klasycznego u pacjenta, który posiada napiętą powięź rozluźnimy mięśnie a powięź napina się jeszcze bardziej. Pamiętajmy, że mięśnie działają w tak zwanych taśmach. Masaż jednego, bolącego mięśnia jest zazwyczaj błędem technicznym ze strony masażysty. Należy znaleźć taśmę, której przebieg i FUNKCJA jest zaburzona
i skupić się na wyeliminowaniu napięć patologicznych na jej przebiegu, później skupić się na powrocie funkcji a co za tym idzie – wzmocnić i zabezpieczyć regiony nie objęte zmianami patologicznymi.
U akordeonisty szczególnie należy zwrócić uwagę na normalizację napięć okolicy karku, barku, łokcia oraz kręgosłupa. Trzeba również pamiętać
o prawidłowych ćwiczeniach rozciągających przykurczone mięśnie oraz nauczyć muzyka tzw. automasażu o czym bardzo często zapomina się
w rehabilitacji.
Muzyka to piękna rzecz oraz sztuka. Niech kwintesencją powyższego wywodu stanie się mój autorski wiersz:
Nie pytaj: Czy chodzę?
Zapytaj- jak ja to robię?
Ruch sam w sobie jest tylko czynnością.
Tylko ruch w prawidłowej funkcji jego składowych staje się
prawdziwą sztuką

Dodaj komentarz