25.08.2025
Autor: Mateusz Doniec

Artykuł został opublikowany w ramach programu KPO dla Kultury, finansowanego z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO), realizowanego przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca.
Jeśli grasz na akordeonie, prędzej czy później usłyszysz to pytanie – do jakiej rodziny instrumentów należy akordeon? Prof. dr hab. Teresa Adamowicz-Kaszuba w swoim wykładzie pt. „Akordeon w rodzinie. Antenaci – współcześni – potomkowie?” zwraca uwagę, że odpowiedzi z podręczników instrumentoznawstwa bywają niepełne albo sprzeczne – a dyskusje często rozjeżdżają się nie dlatego, że ktoś „nie ma racji”, tylko dlatego, że rozmówcy używają innych kryteriów klasyfikacji.
Skąd bierze się problem z klasyfikacją?
W klasycznym ujęciu instrument można opisać przez trzy elementy:
- wibrator – źródło dźwięku
- generator – to, co pobudza drgania i sposób pobudzania
- amplifikator – to, co wzmacnia dźwięk i sposób wzmacniania
I tu zaczyna się klucz – instrumenty można grupować według różnych aspektów. Jeden instrument potrafi „pasować” do kilku grup, zależnie od tego, co uznamy za najważniejsze.
Wibrator – czyli dlaczego akordeon bywa wrzucany do jednego worka z talerzami?
Jeśli podstawą podziału jest rodzaj wibratora, instrumenty akustyczne dzielą się na cztery grupy:
- chordofony – gdy drga struna (tu obok siebie stoją skrzypce i fortepian)
- aerofony – gdy drga słup powietrza (tu trafiają też organy – przynajmniej ich piszczałki wargowe)
- membranofony – gdy drga błona (bębny, kotły)
- idiofony – gdy drga ciało stałe o naturalnej sprężystości (drewno, metal itd.)
I właśnie w tej ostatniej grupie autorka lokuje instrumenty, w których źródłem dźwięku jest metalowy stroik przelotowy – a więc m.in. akordeony, harmonijki ustne, bandoneony, fisharmonie. To brzmi paradoksalnie, bo idiofony kojarzą się z perkusją, ale tu chodzi wyłącznie o wspólnotę źródła dźwięku – nie o sposób grania.
Skąd się bierze określenie „perkusyjny”?
Kiedy do kryterium wibratora dorzucimy kryterium generatora, pojawia się zamieszanie. W wielu instrumentach z grup membranofonów i idiofonów drgania uruchamia się przez uderzenie, więc zbiorczo nazywa się je „perkusyjnymi”. I wtedy ktoś próbuje tym samym słowem opisać akordeon – tyle że to prowadzi na manowce.
Autorka podkreśla – gdy ktoś mówi o „perkusyjności” akordeonu, zwykle miesza kryteria. Słowo „perkusyjny” bywa w praktyce kojarzone ze sposobem pobudzania, a nie z rodzajem wibratora. Stąd podobne spory dotyczą także fortepianu – bo tam też mamy uderzenie młoteczków w struny.
Dlaczego akordeon bywa nazywany „instrumentem dętym”?
Kolejna klasyczna mina to stwierdzenie, że akordeon jest instrumentem dętym – aerofonem. W instrumentach dętych źródłem dźwięku jest drgający słup powietrza. W akordeonie nie – tam źródłem dźwięku są stroiki przelotowe. Powietrze w akordeonie pełni inną funkcję – jest generatorem, bo wprawia stroiki w drgania, ale nie jest wibratorem.
W skrócie:
- w aerofonach – powietrze jest i wibratorem, i elementem całego mechanizmu powstawania dźwięku
- w akordeonie – powietrze działa jako generator, ale źródło dźwięku jest inne
Autorka zauważa też, że jeśli już szukać instrumentu „bliższego” akordeonowi w tym aspekcie, to będą nim organy, bo generują dźwięk powietrzem tłoczonym miechem – a dodatkowo w organach istnieją także piszczałki języczkowe, gdzie źródłem dźwięku również jest stroik.
Kryterium, które z punktu widzenia wykonawcy ma największy sens
Z perspektywy wykonawczej, akordeon – w sensie technik gry i sposobu uruchamiania dźwięku – najmocniej zbliża się do rodziny instrumentów klawiszowych. Autorka wskazuje tu m.in. cechy wspólne:
- instrumenty o gotowych dźwiękach i względnie stałym stroju (z mocnym podkreśleniem, że akordeon jest tu szczególnym przypadkiem)
- możliwość gry wielogłosowej – polifonicznej i harmonicznej
- wspólny „klucz” – klawiatura, w akordeonie dodatkowo wielowersyjna
- charakterystyczne problemy aplikaturowe, a w akordeonie jeszcze techniki miechowe i miechowo-palcowe
Historia akordeonu – może warto ją opowiadać nie tylko stroikiem, ale i miechem?
Autorka zwraca uwagę, że w narracjach o historii akordeonu zwykle dominuje historia stroika – sięga się do bardzo odległych tropów, by wskazać protoplastów i budować prestiż. Jednocześnie proponuje przesunięcie akcentu – może równie ważnym kluczem jest historia miecha, szczególnie ręcznego?
Prof. Adamowicz-Kaszuba twierdzi, że dopiero ręczny miech nadał stroikom plastyczność i pozwolił wydobyć ich walory sonorystyczne. W instrumentach, gdzie powietrze tłoczone jest stałym ciśnieniem (np. w rozwiązaniach z miechem działającym jak „pompa”), nie ma realnej możliwości kształtowania parametrów dźwięku w trakcie jego trwania – autorka mówi tu o dźwięku w pewnym sensie „martwym”. Z tego punktu widzenia akordeon daje możliwości, których nie dają instrumenty o wielkich gabarytach.
Trop badawczy – portatyw jako przodek „instrumentu na szelkach”
W wykładzie pojawia się też konkretna propozycja spojrzenia w przeszłość poprzez ręczny miech. Autorka przytacza informację za Alexanderem Büchnerem i Curtem Sachsem – w roku 757 n.e. cesarz bizantyjski Konstantyn VI miał przesłać do Francji małe przenośne organy, zwane portatywem. Instrument mocowany pasem, stawiany na kolanach – prawa ręka obsługiwała klawiaturę, lewa miech.
Jeśli patrzeć tylko na źródło dźwięku, to jest to bliski przodek organów (piszczałki wargowe). Ale jeśli tropem jest ręczny miech i funkcja przenośnego instrumentu harmonicznego – pojawia się wątek ważny również dla historii akordeonu. Autorka przypomina, że akordeon bywał w XX wieku nazywany „portatywem XX wieku” czy „organami na szelkach”, przy czym tu sugestia jest mocniejsza – takie przenośne instrumenty z ręcznym miechem były w Europie używane przez setki lat, co potwierdzają liczne źródła ikonograficzne i rzeźbiarskie.
Leonardo da Vinci i „prototyp akordeonu” z muzeum w Castelfidardo
Kolejny mocny punkt wykładu to informacja o instrumencie wykonanym przez Mario Buonoconto na podstawie projektu Leonardo da Vinci, prezentowanym w Civico Museo Internazionale della Fisarmonica w Castelfidardo. W opisie muzealnym model anonsowany jest jako prototyp akordeonu.
Określenie „prototyp akordeonu” nieprzypadkowo zostało ujęte w cudzysłów. Nie oznacza ono, że Leonardo da Vinci w XV wieku świadomie projektował instrument, który miałby stać się bezpośrednim poprzednikiem współczesnego akordeonu. Chodzi raczej o funkcjonalne podobieństwa i idee konstrukcyjne, które z dzisiejszej perspektywy pozwalają dostrzec w tym projekcie jeden z możliwych etapów długiego procesu rozwoju instrumentów z ręcznym miechem. Pojawiają się tu pytania:
- czy projekt Leonarda był pierwszym tego typu pomysłem?
- czy raczej nawiązywał do znanych wówczas portatywów?
- jakie znaczenie mają rozwiązania konstrukcyjne, m.in. przesunięcie klawiatury i prowadzenie miecha w obu kierunkach?
Wątek ma też wymiar symboliczny – możliwość wplecenia do historii akordeonu nazwiska takiej rangi przydaje całej opowieści splendoru i pokazuje, że idea przenośnego instrumentu harmonicznego żyje w kulturze europejskiej długo.
Przyszłość – akordeon wciąż nie jest „zamkniętym projektem”
Rozwój akordeonu nie jest ukończony, co widać po ogromnej różnorodności instrumentarium. Paradoksalnie ta różnorodność jest zarazem mankamentem, bo w praktyce edukacyjnej i wykonawczej oznacza konieczność orientowania się w wielu systemach, korygowania aplikatur, mierzenia się z brakiem uniwersalizacji nawet w profesjonalnym obiegu.
Pytanie o przyszłość autorka wiąże przede wszystkim z minimalizacją mankamentów:
- zmniejszenie wagi
- wyrównanie równowagi brzmieniowej między manuałami
- poprawa wygody gry lewej ręki
- rozwiązania ergonomiczne i nowe systemy klawiatur
W wykładzie pojawiają się przykłady kierunków zmian:
- projekty ergonomiczne (m.in. koncepcja Donalda Seversa)
- różne warianty klawiatur izomorficznych
- próby innowacji w manuale melodycznym lewej ręki i pytanie o ich upowszechnienie (barierą są m.in. ceny i przyzwyczajenie do opanowanych systemów)
- akordeon ćwierćtonowy i pytanie, czy to droga do upowszechnienia czy dalszego różnicowania rodziny instrumentów
- eksperymenty z miechem, w tym instrument z przegrodą w miechu zmuszającą do obsługi przez obie ręce – z jednoczesnym wskazaniem, że rodzi to cały pakiet nowych problemów wykonawczych
- wreszcie akordeon elektroniczny, gdzie kluczowe staje się nie samo źródło dźwięku, tylko to, czy da się zachować najbardziej specyficzny element akordeonu – dynamiczny miech, czyli możliwość kształtowania dźwięku podczas jego trwania
Trzy postulaty na koniec
Wykład domyka się wnioskami badawczymi, które wynikają bezpośrednio z doświadczenia środowiska:
- pilna potrzeba uporządkowania definicji akordeonu – w wielu opisach miesza się warstwa informacyjna z ideologiczną, a poziom niezgodności ze stanem faktycznym bywa zatrważający
- rozwijanie nieznanych wątków historii akordeonu – wypełnianie białych plam
- próba odpowiedzi na pytanie „jaki jest akordeon?” w definicji, która obejmie jego cechy specyficzne
Autorska propozycja definicji, którą przytacza prof. Teresa Adamowicz-Kaszuba, brzmi:

Dodaj komentarz